- Co wy tu robicie?- zwróciła się do nas brunetka gdy
znalazła się dosyć blisko nas. Wyglądała naprawdę zjawiskowo. Biała sukienka
podkreślająca jej talię i odsłaniająca jej niesamowicie zgrabne nogi a do tego
buty, które dodają jej kilka centymetrów wzrostu. Istny cud…
- Twoja babcia poprosiła bym go odebrał. To żaden problem
przecież, bo do przedszkola tylko kilka minut drogi a Ty moja droga jakbyś nie
pamiętała to ja chodzę do tej szkoły- wskazałem na budynek a ona się zaśmiała
- No tak, teraz wszystko jasne!- kucnęła obok brata i
pocałowała jego policzek- I jak było? Cieszysz się, że w końcu wakacje?-
zapytała malucha a ten skinął głową. Następnie mocno go przytuliła a ten
pokazał mi język. Ona była taka dobra, taka troskliwa dla swojego brata jak
żadna siostra
- A ja to co? Nic mi się nie należy za dzielną podróż do
przedszkola?- zapytałem ją gdy w końcu się wyprostowała.
- Zazdrosny jesteś czy też jak?- jej twarz przyozdabiał
uśmiech dzięki któremu niemalże promieniała.
- A żebyś wiedziała!- założyłem rękę na rękę i odwróciłem
się od nich udając obrażonego
- Och Niall…- zaczęła a ja poczułem ciepło w sercu. Moje
imię w jej ustach brzmiało co najmniej tak dobrze jak słowo chodźmy na frytki.-
Nie bądź zły…- jej ramiona opatuliły mnie za szyję a tuż po chwili poczułem jej
głowę na moich plecach- Słyszę jak bije Twoje serce… - Ono bije dla Ciebie pomyślałem, ale natychmiast pobudziłem neurony
do pracy i powstał zalążek myśli o dzisiejszym ognisku.
- Pasuje?- nagle znalazła się przede mną i całowała mój
policzek, następnie mocny i długi uścisk do którego dołączył Charlie.
- Tak stanowczo lepiej!- poprawiłem jej niesforne kosmyki
włosów, które miały czelność opaść na jej twarz
- Na lody!- krzyknął mały łobuz i wziąłem go na ręce
- Na lody!- powtórzyliśmy zgodnie z brunetką i ruszyliśmy do
lodziarni położonej w parku.
- Wiesz… Harry dzisiaj zapytał się mnie czy nie chciałabym z
nim wyjechać na wakacje na kilka dni… Co prawda wcześniej powiedziałam mu, że
marzę o kilku dniach odpoczynku od tego zgiełku, ale to było dosyć dziwne…-
siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy podczas gdy jej brat wesoło biegał
dookoła fontanny i rzucał gołąbkom kawałki chleba, który zakupiliśmy przed
wejściem do parku.
- Tak, to naprawdę dziwne. Wydaje mi się, że on próbuje Cię
w jakiś sposób…- zacząłem, ale ona weszła mi w słowo
- Chcesz powiedzieć, że on mnie podrywa?- spojrzała na mnie
dusząc w sobie śmiech- Proszę Cię Niall… Wyraźnie dałam mu do zrozumienia, że
ja nic do niego nie czuję. Owszem jest miły, czarujący i niezwykle przystojny,
ale to… To tylko Harry- rzuciła- Przepraszam Cię na chwilę- szepnęła i
podbiegła do brata. Spoglądałem na nich i nie mogłem się nadziwić jej urodą. W
blasku słońca wyglądała tak niesamowicie, że żadne słowa nie są w stanie opisać
tego co w tej chwili poczułem. Kucała tuż obok brata i podwijała mu rękawy a
następnie maczając chusteczkę w wodzie omywała jego dłonie. Tuż po skończonych
czynnościach pocałowała jego policzek a chłopczyk dalej zaczął biegać z wielkim
uśmiechem na twarzy.
- Przepraszam Cie… Ten dzieciak jest niemożliwy.- otrzepała
ręce i spojrzała w moją stronę
- Widać, że go kochasz….-
- Harry’ego?! Niall Tobie chyba….-
- Nie Harry’ego głuptasie!- zaśmiałem się- Charliego! Przyglądałem
się wam i jesteś naprawdę wzorową siostrą. Dbasz o niego, troszczysz się i
pomagasz… Szkoda, że taka nie jesteś dla nas- szturchnęła mnie w bok i pokazała
język
- Jego mam jednego a was pięciu więc wiesz…. Moja miłość do
was rozchodzi się na pięć części a do niego kieruję całość. Zresztą… Charlie
pozostał jedyną osobą dla której mam ochotę żyć. Tak naprawdę mam tylko jego no
i… On zawsze pozostanie moim malutkim braciszkiem a wy… Cóż, wy zawsze możecie
odejść…- głos jej zadrżał. Cały optymizm dnia, tej całej sytuacji prysnął
niczym mydlana bańka. Coś było nie tak…
- Valery…- dotknąłem jej ramienia a ona się wzdrygnęła- Nie
mogę podzielić Twojego bólu straty kogoś bliskiego, ale wiem jak to jest nie
móc się zobaczyć z rodziną, tęsknić za nią, kochać bez wzajemności i martwić
się o rodzeństwo. Mimo wszystko tez jestem człowiekiem, też czuję i też się martwię.
Kto jak kto, ale ja zawsze będę przy Tobie i Cię nie opuszczę. Pójdę za Tobą na
koniec świata, będę z Tobą płakać, śmiać się, kłócić a następnie godzić. Jesteś
mi potrzebna do prawidłowego funkcjonowania, wiesz?- kiwnęła głową a ja
delikatnie odwróciłem je twarz w moją stronę.- Kocham jak się uśmiechasz, więc
uczyń mi tę przyjemność i nie przestawaj się uśmiechać.- dziewczyna nieśmiało
spojrzała mi w oczy a następnie uśmiechnęła się delikatnie ale w tej
delikatności było coś, co sprawiało, że wydawała się zbyt stanowcza.- Zuch
dziewczynka- klepnąłem ją po ramieniu.
- To nawet mnie nie przytulisz?- zapytała wyciągając ramiona
- A chcesz tego? Wiesz… Horan Hug i te sprawy… Ciężkie
życie- wtuliłem się w jej ciało i zamknąłem oczy.
- Nie marzyłam o niczym innym.- usłyszałem jej cichy głos a
moje serce zaczęło galopować. Dotykałem dłonią jej włosów gładząc jej plecy.
Czułem pod palcami każdy kręg kręgosłupa, który był tak samo idealny jak i ona.
Nie wiedziałem dlaczego tak właściwie jest, nie potrafiłem zdefiniować uczucia
do niej. Niewątpliwe było to coś więcej niźli czysta przyjaźń, ale po co mi to
było? Przecież to było jasne niczym słońce, które świeci nad nami, że ona nie
pokocha kogoś takiego jak ja. Nie chcę być dla niej pocieszeniem po Zayn’ie lub
Olivierze, nie chcę być problemem. Chcę być kimś, kto będzie mógł ją pocieszyć,
powiedzieć, że jest najpiękniejsza i każdego dnia przekonywać ją odnośnie tego,
że jest wyjątkowa. To chyba jest przyjaciel, prawda?
- Valery jeśli…- zacząłem ale ona mi ponownie przerwała
- Ciii…. Nie psuj chwili…- szepnęła a ja się uśmiechnąłem. W
żadnym śnie nie marzyłem o tym, by móc tak długo trzymać ją w ramionach.
Szliśmy zatłoczonymi ulicami Londynu omijając ludzi, których
jak na złość dzisiejszego dnia było o wiele za dużo. Żar lał się z nieba ale
chłodny wietrzyk powodował, że od czasu do czasu ciałem władał przyjemny chłód.
Spoglądaliśmy na siebie z Niall’em i wybuchaliśmy śmiechem. Sama nie wiem
dlaczego tak było, ale z tym chłopakiem czułam się naprawdę szczęśliwa. Prowadziliśmy
swobodne rozmowy, które w żaden sposób nie krępowały żadnego z nas. To właśnie
mi w nim imponowało- potrafił być 24 godziny na dobę uśmiechnięty od ucha do
ucha i zarażać tym innych.
Charlie wesoło brykał trzymając nas za dłonie a ja umierałam
z bólu. Nogi dosłownie mi odpadały także nic dziwnego, że po kilkuset metrach
opadłam na jedną z ławek.
- Dobrze się czujesz?- zapytał mnie Niall łapiąc moją dłoń i
siadając tuż obok mnie.- Zadzwonić po karetkę?- już wyciągnął telefon gdy
zaczęłam się śmiać
- Daj spokój…- wzięłam i schowałam mu telefon do kieszeni-
Nogi mnie tylko bolą i nie mam siły- zdjęłam buty i poczułam przyjemne
mrowienie.- Wiesz… Zawsze mógłbyś mnie wziąć na barana i nieść….- uśmiechnęłam
się podstępnie i spojrzałam na niego. Chłopak przez chwilę jakby myślał,
analizował za i przeciw i w końcu poderwał się z ławki i zaczął pakować mnie na
swoje plecy
- Niall nie wydurniaj się!- krzyknęłam a ludzie gapili się
na nas jak na idiotów. Charlie się śmiał i wyrywał mi buty z ręki- Niall!- krzyknęłam
gdy chłopak się zawahał
- Valery chodźmy do domu. Chce mi się jeść- zajęczał brat
- Słyszysz? Mały chce do domy, postaw mnie na ziemię!-
zezłościłam się i kopnęłam go nogą w żebra
- Słodka… - chłopak poprawił mnie na swoich plecach- Możesz
mnie gryźć, kopać i bić ale ja i tak Cię nie postawię na ziemię- rzucił i
ruszył w kierunku naszych domów
- A co powiesz na to?- schyliłam się i składałam delikatne
pocałunki na jego szyi
- Valery przestań- próbował
machać szyją ale mu to nie wychodził
- Przestanę jak mnie postawisz na ziemi…-
- Cholera!- krzyknął chłopak.- Niech się pali, wali i nie
wiadomo co ale nie zrobię tego i już.- powiedział a ja sama nie wiedziałam co
ten chłopak odwala. W końcu po kilku minutach nieudolnych prób postanowiłam dać
za wygraną chłopakowi- musiałam zostać na plecach na których bądź co bądź ale
było znacznie wygodniej niż w tych wysokich butach.
Chłopak niósł mnie dzielnie do domu praktycznie wcale się
nie odzywając. Było mi przykro, że potraktował mnie jak małą dziewczynkę, która
nie wie czego chce… A czy ja wiedziałam czego chce? Chcę pocałować Niall’a… przeszło mi przez głowę, ale natychmiast
odgoniłam od siebie tę myśl która powracała do mnie niczym bumerang. No ale co
ja na to poradzę, że on ma takie cudowne usta, traktuje mnie jak swój
największy skarb i jest taki …. Troskliwy?
Nie wiedziałam co było przyczyną, ale mogłabym poświęcić mu
swój cały wolny czas a nawet swoje życie….JEZU CO SIĘ DZIEJE!
Do końca drogi, która trwała jak na złość całe wieki nie
myślałam o niczym innym jak o dojrzewających bananach… Nie wiem, które jest
gorsze od którego, ale nie przyniosło to ulgi w cierpieniu.
- I co? Było tak źle?- zapytał mnie blondyn gdy stanęliśmy
przed domem
- Wiesz… Czułabym się lepiej gdybym doszła tu o własnych
nogach….- powiedziałam ześlizgując się mu z pleców.- Wejdziesz?- wskazałam na
dom
- Nie, idę się trochę przespać i przygotować do ogniska. To
widzimy się u nas, tak?- zapytał mnie chłopak a ja skinęłam głową. Odwróciłam
się by otworzyć furtkę a blondyn wybuchł śmiechem
- No i z czego się śmiejesz?- rzuciłam a on zaczął się
głośniej śmiać- Cholera Horan bo nie wiem co Ci zaraz zrobię!- krzyknęłam
wściekła nie mogąc znieść jego ignorowania mnie
- Nie wiedziałem, że lubisz taką figlarną bieliznę Baby…-
puścił mi oczko po czym śmiejąc się oddalił się w kierunku swojego domu. Nie, to nie może być prawda! Dotknęłam
się ręką tyłka i poczułam sfałdowany materiał. Super. Przez dobre 5 minut Horan mógł oglądać mój niemalże goły tyłek.
Nie cierpię sukienek! Przeklinałam w myślach pomysł założenia tej kiecki i
poprawiałam ją. Po chwili, gdy wszystko niemalże miałam pod kontrolą otworzyłam
furtkę i nie zamykając jej udałam się do domu. Potrzebuję szklanki wody.
Zdążyłam wypić wodę gdy usłyszałam dzwonek do
drzwi. Pomyślałam, że to mały bawi się dzwonkiem, ale on jak na złość pojawił
się tuż obok mnie- przeleciał przez cały salon i znikł w ogrodzie wraz z psem.
Ku mojej rozpaczy musiałam podejść do drzwi i jej otworzyć, a było to naprawdę
dosyć bolesne ze względu na moje obolałe stopy.
- Charlie tylko nie zrób nic Korney’owi!- krzyknęłam
otwierając drzwi. Na zewnątrz stała blondynka o długich prostych włosach, która
była ubrana w czerwoną koszulę i dopasowane jeansy.
- Dzień dobry- powiedział niesprawnie się uśmiechając. Ten
głos kojarzył mi się z kimś, ale nie mogłam skojarzyć jego posiadaczki
- Mogę w czymś pomóc?- zapytałam czując, że moje stopy
zaczynają błagać o odpoczynek
- Nie poznajesz mnie? To ja, mama…- wyszeptała a ja poczułam
jak grunt osuwa mi się pod nogami.
- Mama?- powiedziałam i ostanie co mogłam zobaczyć to
śnieżnobiały sufit przedpokoju.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak dobrze i przyjemnie siedzieć w domu i pisać podczas gdy wy męczycie się w szkole :P
Ahhh.... Jestem wredna i bezwzględna.Tak wiem... Ale nie mogłam się powstrzymać!
Witam was moje drogie w ( miejmy nadzieję ) lepszym, 2013 roku ;)
Dziwnie żyje mi się ze świadomością, że kilka dni temu byłam młodsza o cały rok a teraz za całe 8 miesięcy będę pełnoletnia o.O OMG *-*
Troszkę zagmatwałam wam, jeszcze bardziej wiem, ale nie mogłam się powstrzymać!
Jak sądzicie? Będzie coś pomiędzy Valery a Niall'em czy też może pomiędzy Valery a Hazzą?
No i jak myślicie... Czy wizyta ich matki przyniesie coś dobrego?
Och muszę was o to zapytać! Jak zareagowałyście na pocałunek Harry'ego i Taylor?
Osobiście nie byłam tym w żaden sposób zadowolona, ale.... Och nie on musi przejrzeć na oczy i zrozumieć, ze Lou to jego miłość życia :)
W związku z tym, że mamy Nowy Rok i powinno być chociaż na początku przyjemnie muszę oświadczyć wam, po całonocnej bitwie z myślami, że myśl o skończeniu bloga odsuwam od siebie. Zrozumiałam, ze jak to skończę to zacznę coś nowego a z tym już będzie gorzej. Może niektóre z was to zmartwi, ale ja kocham pisać i może nawet mi to nie wychodzi, ale.... Ale cóż. Powinno się robić to co sie lubi ;)
Dziękuję wam za cudowne komentarze!
Mam nadzieję, że życzenia od was się spełnią. Nawet nie wiecie jakbym tego chciała! W tym momencie tak bardzo chciałabym was przytulić i podziękować za wszystko, ale mogę zadowolić się tylko ściskaniem monitora...
Jesteście absolutnie niesamowite! Kocham was caaaałym serduszkiem!
Pocieszę was. Jutro piątek i rozpoczynamy weekend ;)
Kocham, Magda :*